Shipley - Bradford (praca)
Środa, 4 czerwca 2008Kategoria 2) 50 - 100
| Km: | 57.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:04 | km/h: | 18.59 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | HRmax: | (%) | HRavg | (%) | |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Rower: | |||
Shipley - Bradford (praca) - Thornton - Oxenhope - Hebden Bridge - Mixenden - Queensbury - Bradford - Shipley
Po pracy przejazdzka do Hebden Bridge. Po drodze wiele wzniesien (najwyzsze 450m npm). W Hebden Bridge spedzilem chyba z pol godziny opalajac sie na laweczce, tak ladnie sloneczko przygrzewalo. Potem ruszylem nowa, nieznana trasa i wpadlem na kolejne gorki, ktore daly mi sie we znaki. Jednak widoczki ze szczytow wynagradzaly wszystko. Powoli ze sprintera przeradzam sie w gorala :) Dzis suma przewyzszen to prawie 2km na przestrzeni 57km, wiec troche duzo.
Zastanawiam sie czy nie wziac udzialu w wyscigu otwartym dla zawodowcow i amatorow ktory odbedzie sie 15 czerwca. Nazywa sie The pain of the Pennines, nazwa mowi sama za siebie, masakryczne podjazdy i zjazdy na calej trasie, musze jeszcze to przemyslec czy warto mi tam sie pchac zeby sie wstydu najesc ;)
Niestety jest tez nieciekawa wiadomosc. Moj Garmin Vista sie schrzanil i nie potrafi zlokalizowac satelit. I najprawdopodobniej nie zdaze go naprawic lub wymienic do wyjazdu do Szkocji. Bede musial polegac na innym Garminie, ktorego zywotnosc baterii to niestety tylko ok. 10h i obawiam sie ze niestety nie zawsze bede mial slad satelitarny ze wszystkich etapow :(
Dobrze ze chociaz Nokia Navigator mnie nie zawodzi, jak do tej pory strasznie jestem z niej zadowolony, nawigacje ma 100 razy lepsza od Garmina.
Ponizej statystyki i kilka zdjec z trasy


Po pracy przejazdzka do Hebden Bridge. Po drodze wiele wzniesien (najwyzsze 450m npm). W Hebden Bridge spedzilem chyba z pol godziny opalajac sie na laweczce, tak ladnie sloneczko przygrzewalo. Potem ruszylem nowa, nieznana trasa i wpadlem na kolejne gorki, ktore daly mi sie we znaki. Jednak widoczki ze szczytow wynagradzaly wszystko. Powoli ze sprintera przeradzam sie w gorala :) Dzis suma przewyzszen to prawie 2km na przestrzeni 57km, wiec troche duzo.
Zastanawiam sie czy nie wziac udzialu w wyscigu otwartym dla zawodowcow i amatorow ktory odbedzie sie 15 czerwca. Nazywa sie The pain of the Pennines, nazwa mowi sama za siebie, masakryczne podjazdy i zjazdy na calej trasie, musze jeszcze to przemyslec czy warto mi tam sie pchac zeby sie wstydu najesc ;)
Niestety jest tez nieciekawa wiadomosc. Moj Garmin Vista sie schrzanil i nie potrafi zlokalizowac satelit. I najprawdopodobniej nie zdaze go naprawic lub wymienic do wyjazdu do Szkocji. Bede musial polegac na innym Garminie, ktorego zywotnosc baterii to niestety tylko ok. 10h i obawiam sie ze niestety nie zawsze bede mial slad satelitarny ze wszystkich etapow :(
Dobrze ze chociaz Nokia Navigator mnie nie zawodzi, jak do tej pory strasznie jestem z niej zadowolony, nawigacje ma 100 razy lepsza od Garmina.
Ponizej statystyki i kilka zdjec z trasy


komentarze
ladny dystansik jak po pracy:) na dodatek po takich gorkach:)
Co do tego wyscigu to pewnie ze wez udzial co ci szkodzi:) sprawdzisz sie i spotkasz innych rowerzystow;) a wstydu na pewno sie nie najesz;)
nie dajesz dobrej reklamy temu Germinowi;/ chyba go jendak nie kupie;/ mam tel z nawigacja musze tylko dokupic nadajnik.;)
ememka - 17:05 czwartek, 5 czerwca 2008 | linkuj
Komentuj
Co do tego wyscigu to pewnie ze wez udzial co ci szkodzi:) sprawdzisz sie i spotkasz innych rowerzystow;) a wstydu na pewno sie nie najesz;)
nie dajesz dobrej reklamy temu Germinowi;/ chyba go jendak nie kupie;/ mam tel z nawigacja musze tylko dokupic nadajnik.;)
ememka - 17:05 czwartek, 5 czerwca 2008 | linkuj







